Ależ mamy zaległości w opowiadaniu...
Dzień Dziecka spędzilismy na basenie. Pojechalismy autobusem do Tralee. Miasto oddalone o 2h jazdy. chłopcy byli bardzo zadowoleni z wycieczki. Basen sam w sobie okazał sie bardzo malutki :( aquaparki w Polsce to są aquaparki,a ten w Tralee to ponoć największy w Irlandii,a najmniejszy jaki widziałam kiedykolwiek :( No,ale skorzystalismy z sauny,a Michał pozjeżdżał z Radkiem rynnami wodnymi :) Bardzo mu sie podobało.
Miasteczko samo w sobie bardzo urocze. Jest małe i "klimatyczne" heheh. Limerick w porównaniu z nim jakieś takie bleeee.
W poniedziałek sie pochorowaliśmy.I ja i Radosław mieliśmy "miłe chwile" sam na sam z toaletą... Zaczęło przechodzic we wtorek,w środę jeszcze coś jeździło przez żołądek,a wczoraj Kubuś zaczął wymiotować :( Radek zwolnił się z pracy i otoczył chłopców opieka zabierając ich od opiekunki do domu. Dzis juz jest lepiej. Aczkowliek zdarzył sie Kubie mały incydent (bo kto daje dziecku na sniadanie jajecznicę po problemach z żołądkiem? chyba tylko ja) i jest spokój, troche pojadł.
Radzio tak schudł,że wrócił do poprzedniego rozmiaru ubrań, dziurki w pasku przesuwa.. Muszę zacząc też biegać :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz