15 kwi 2009




No taaaak.

Mielismy byc systematyczni. Jak widac jestesmy :(

Swieta Wielkanocne byly ciezkie. Dla Kubusia. Chyba dopadl go tzw. "voimoting virus"- przez 3 dni wymiotowal, nic nie jedzac. Nadal jest slabiutki. Trzeba go troche podkarmic,aby nabral cialka. Same kosci i skora z niego zostaly.

Wiosny w sumie u nas nie widac. Cos w stylu jesieni. Szkoda,bo teskno do ciepla i sloneczka.

Radzio ma nowy cel w zyciu- wejscie na Mount Blanc. Na razie cwiczy sprawnosc na wspinaczce skalkowej :)

12 lis 2008


Miałam dzisiaj sen,iz z nieba padal bielutki snieg...


Tymczasem rano spotkała nas niespodzianka - samochód był pokryty hmm lodem :) drzwi przymarzniete. Na dworzu ziab... a ponoć nie wystepują tutaj az takie mrozy...


Pozatym chyba brak nam weny. Nic ciekawego sie nie dzieje. No nic. Szkola, szkola, przedszkole i praca. Aczkolwiek moja szkola niemalze dobiegla juz konca i mam nadzieje,ze dalej bedzie juz tylko do przodu...


Kuba troszeczke grzeczniejszy, ma doskonale rozwinieta mowe, potrafi zaskoczyc puenta :) Michal bardzo dobrze radzi sobie w szkole, sporo mowi po angielsku, madry chlopaczek.


14 paź 2008


W pazdzierniku również można grillować, o czym przekonalismy się w ubiegly weekend. Spędzilismy go na swiezym powietrzu w lesie, spacerujac i..pedalujac-tu uklony dla Michalka za wytrwalosc, bowiem wycieczka nie nalezala do krotkich.

A tydzien zaczal sie niestety deszczem....

9 paź 2008



Tradycją w szkole Michała jest,że co roku najmłodsze klasy sadzą drzewko. Drzewko rośnie razem z nimi i...owocuje :) Rodzice zostali zaproszeni przez panią dyrektor do wzięcia uczesnictwa w tymże wydarzeniu. Najpierw był krótki występ artystyczny,a nastepnie wyszliśmy na boisko szkolne, gdzie ksiądz w asyscie maluchów wkopał drzewko do ziemi.

30 wrz 2008


Brrrrr

Ciężko uwierzyć,że jeszcze w niedziele kosztowalismy słońca na plaży. A dziś wieje, leje,ale najgorsza pogoda pewnie przed nami, to dopiero początek jesieni.

A wracając do plaży. Musieliśmy się dość szybko ewakuować, bowiem przypływ zabrał całą plażę. Kuba nieco wystraszony, Michał zaprzyjaźniony z przypływem-juz sie go nie boi :) i woda jest okey :)

Kurs jest porażką :( Nie,żebym sobie nie radziła. Przeszliśmy do sali komputerowej, poznaliśmy program do księgowania, mamy dokumenty typu faktury, potwierdzenia płatności i pozbierać do do kupy. Razem z koleżanką Ulą jedno zadanie zajmuje nam 1 godzinę, podczas gdy inni potrafia je robić dwa, tudzież 3 dni. Co dla mnie jest nie do pojęcia, ale chyba Irlandczycy mają taki styl pracy,że nigdzie im się nie spieszy. Dla mnie to bezproduktywne. A nasz wykładowca..... Pasni księgowa z 25-letnim stażem,bez zdolności tłumaczenia i nauczania...miota się we wszystkim...Do egzaminów i praktyk chyba wytrzymam, jak nie to zacznę pić melisse.

16 wrz 2008



W niedzielę 14 września Radzio wziął udział w half-marathon (pólmaraton). Osiągnął cel czasowy, jaki przed sobą postawił. Pogoda nam nie dopisała :( potwornie lało, skutkiem czego chodzi nasz sportowiec i kaszle... Zaczął tez dolegać mu ból biodra- może prześwietlenie, bądź USG coś wykażą.

A co tu takie pustki??!!

Tyle się wydarzyło od momentu zakupu auta :)

1. Michał poszedł do szkoły! Pare razy zdarzyło się: ja nie luibię szkoły, ja nie chcę iść dzisiaj do szkoły... Ale w sobotę dostał torbę na kółkach do szkoły i bardzo chętnie z nią maszeruję. Taki dumny, a my dumni z niego :)

2. Kuba w przedszkolu. W naszym mieście jest domowe,polskie przedszkole. Bardzo szybko się zaaklimatyzował, bez większych problemów typu płacze itp. Z uśmiechem co rano odjeżdża z Radkiem.

Taaak, nasze życie rodzinne się trochę skomplikowało od kiedy zaczęłam uczęszczać na kurs księgowości organizowany przez tutejszy Urząd Pracy. Co rano przed 8 rano (parę minut spóźnienia i można utknąć w potężnym korku) Radek jedzie z Kuba do przedszkola, nastepnie do swojej pracy,a ja przed 9 odprowadzam Michałka do szkoły. Następnie...o ile nie ma korków w miarę szybko mogę się dostać do centrum na kurs. Przed 2 pod szkołą czeka na Michała tata (niestety bardzo ucierpiały na tym Radka lunche :( ) i zawozi go do Kuby do przedszkola. Przed 17 mama odbiera smyków i pędzi do miasta,aby załapać taksówkę "tata". To tak w skrócie. Obiad z Radkiem jemy po 18... dobrze,że dzieci maja pełne wyżywienie w przedszkolu... Jak tu znaleźć złoty środek??