
Brrrrr
Ciężko uwierzyć,że jeszcze w niedziele kosztowalismy słońca na plaży. A dziś wieje, leje,ale najgorsza pogoda pewnie przed nami, to dopiero początek jesieni.
A wracając do plaży. Musieliśmy się dość szybko ewakuować, bowiem przypływ zabrał całą plażę. Kuba nieco wystraszony, Michał zaprzyjaźniony z przypływem-juz sie go nie boi :) i woda jest okey :)
Kurs jest porażką :( Nie,żebym sobie nie radziła. Przeszliśmy do sali komputerowej, poznaliśmy program do księgowania, mamy dokumenty typu faktury, potwierdzenia płatności i pozbierać do do kupy. Razem z koleżanką Ulą jedno zadanie zajmuje nam 1 godzinę, podczas gdy inni potrafia je robić dwa, tudzież 3 dni. Co dla mnie jest nie do pojęcia, ale chyba Irlandczycy mają taki styl pracy,że nigdzie im się nie spieszy. Dla mnie to bezproduktywne. A nasz wykładowca..... Pasni księgowa z 25-letnim stażem,bez zdolności tłumaczenia i nauczania...miota się we wszystkim...Do egzaminów i praktyk chyba wytrzymam, jak nie to zacznę pić melisse.